Schodzę ze schodów, choć bal wciąż jeszcze trwa,
Szum tafty błękitnej jak oceanu głębia.
W moich dłoniach szafir i splot kryształów drga,
A serce... serce wciąż kogoś nie dostrzega.
To nie są szklane pantofelki z dawnej bajki,
To sen u tkany z PCV, z milimetrów szpilki.
Slingbacki lśnią tęczą, jak hologram gładki,
Zatrzymane w dłoni – jak skradzione chwilki.
Dlaczego nie zostawiłam jednego na schodach?
Dlaczego kurczowo trzymam oba paski?
Może ta miłość, ta wielka przygoda,
Nie miała dziś twarzy, nie miała dziś maski?
Stoję boso, czując chłód posadzki lśniącej,
Gotowa do ucieczki, lecz z pełnym bagażem.
Może jeszcze nie czas na serce gorące?
Może wolę zostać w kręgu własnych marzeń?
Mój książę nie przyszedł, lub minął mnie w tłumie,
Więc niosę swój skarb – ten szafir i biele.
Bo nowoczesna kobieta doskonale rozumie:
Lepiej mieć oba buty, niż złudzeń zbyt wiele.
Poczekam. Sandały lśnią iryzującym blaskiem,
Gotowe na taniec, co dopiero się zdarzy.
Dziś wracam do domu z tym cennym zatrzaskiem,
By jutro znów wyjść... z nowym blaskiem na twarzy.
(Teresa Czajkowska)
„Drodzy Moi, w ten świąteczny czas życzę Wam odwagi, by czasem zdjąć szpilki i poczuć chłód ziemi pod stopami. Życzę Wam mądrości tego 'nowoczesnego Kopciuszka', który nie gubi siebie w tłumie i potrafi kurczowo trzymać swoje marzenia, dopóki nie spotka kogoś, kto zasługuje na ich blask. Niech ta muzyka i szafirowa opowieść będą dla Was chwilą pięknego zatrzymania.
Spokojnej, poetyckiej Niedzieli!”

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz