udaje nieżywą,
Oczy mruży, główkę skłania,
minę ma wstydliwą.
Wezwano doktora
wnet do tej niemocy,
By ratował piękną panią
w dzień albo i w nocy.
Doktor z miną profesorską
za rękę ją łapie,
Liczy tętno, patrzy w oczy,
po głowie się drapie.
A pacjentka pod kapturem
uśmiech kryje słodki,
Bo ten doktor nadzwyczajnie
wpada w jej zalotki!
„Ach, słabawo mi, doktorze,
ciśnienie mi leci,
Niech pan bada mój nadgarstek,
niechaj gwiazda świeci!
Niech pan wraca tu co rano,
aplikuje leki,
Bo bez pana to me serce
zamknie się na wieki!”
Dymi wstążka na podłodze,
lutnia w tle nastroi,
Przebiegła to jest choroba,
co się leków boi!
Bo lekarstwem na tę słabość,
co ją rzekomo pali,
Jest pan doktor, byle tylko...
żony nie przysłali!
(Autor: Teresa Czajkowska)
<><><><><><><>
⚓ Moja blogowa flotylla:
💻 Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z leniwą veną. tutaj
✨ W Kręgu Mojego Sacrum – Chwile zatrzymania i rozmowy z Archaniołami. tutaj


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz