– Mucho, czy ty serca nie masz? – mruknęłam zaspanym szeptem. – Przecież dopiero świta... Jest ósma rano!
Już miałam syknąć głośniej, ale przypomniałam sobie, że męża nie ma.
Od szóstej siedzi z wnusiem nad jeziorem i uczy go cierpliwości większej niż u samej ryby.
Pani Muszyńska poprawiła szalik.
– Mam takie nieśmiałe... zupełnie niezobowiązujące pytanie.
– Słucham.
– Moja rodzina z Muszyny przyjechała do Poznania obejrzeć koziołki.
– No i?
– Wciórności... Czy mogliby przy okazji wpaść do nas... na kawę?
Spojrzałam na nią podejrzliwie.
– Ilu ich jest?
Muszyńska spuściła wzrok.
– Trudno powiedzieć...
– Jak to: trudno?
– Much w rodzinie się nie liczy. One cały czas latają.
😂
– A przewodnika mają?
– Nie wiem...
– To rozwijaj skrzydełka i leć do Poznania! Odnaleźć rodzinę, pozdrowić ode mnie koziołki i wsadzić wszystkich do pierwszego pociągu powrotnego do Muszyny!
– Ale...
– I dopilnuj, żeby mieli miejscówki. Wakacje są. Jeszcze mi tu utkną na tydzień!
Pani Muszyńska westchnęła.
– Wiedziałam, że z tą kawą będzie problem..
<><><><><><>
🪰 Z pamiętnika Pani Muszyńskiej
Dzień 6
Zaprosiłam dziś rodzinę na kawę.
Niestety...
Gospodyni zażądała listy gości.
W naszej rodzinie to niewykonalne.
Wizyta odwołana


