![]() |
| art by Tatyana Markovtsev |
W czerwieni jedwab spływa, jak krew lub wino,
Gdy cicho przez mrok stąpa, za dawną godziną.
Na szyi białe perły – zastygłe łzy morza,
Blask ich chłodny jak świt, nim zapłonie zorza.
Siada przy starym pianinie, co duszę swą skrywa,
Pod palcem lęk i czułość nagle się odzywa.
Lekko trąca klawisze, jakby kradła ciszę,
W tej melodii ból dawny i miłość usłyszy
.
To znana melodia – ta śpiewność i żal,
Gdy dźwięk, niczym perła, uderza o stal.
Melodia się wije akordem ulotnie
Jak szept zakochanych, co zgasł bezpowrotnie.
Płomień ze świecy drży złoty i wąski,
Rzeźbiąc gdzieś cienie – minionych dni cząstki.
Wosk spływa powoli, jak łzy zapomniane,
Gdy płomień wskazuje perły rozświetlane.
A u stóp, przy pedałach, mops zwinięty drzemie,
Cichym słońcem cierpliwie ogrzewając ziemię.
Ostatni akord powoli wygasa w oddali...
Tylko pies sapie cicho w pustej, ciemnej sali.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz